WIELKA MAJÓWKA 2026

opublikowano

Za dużo na raz zdarzeń i momentów upłynęło i majówka musiała poczekać trochę na publikację. Nie tak jak dawniej hucznie i bogato za to pod naporem szeregu wypadów upłynęła nam majówka 2026. Najpierw spotkanie u Pana Janka i ekipa w składzie Danusia ,Janek, Jurek i Maja pojechała przetrzeć szlak rowerowy na 27 czerwca która to impreza pretenduje do najważniejszego wydarzenia ,,rowerowego ,, w fundacji. Trasa będzie wiodła z Nądni poprzez Dąbrówkę ,Lutol Suchy ,Panowice, Bukowiec nad jezioro Czarne. Po drodze różne niespodzianki i zagadki. Jak obliczyliśmy wychodzi 34 km. Powrót na podstawionych podwodach. Pogoda była wspaniała to nie mogliśmy sobie odwiedzić pomnika wilka ,głęboko schowanego w lasach za Bukowcem. I faktycznie w miejscu gdzie zabito ostatniego wilka a był to rok 1850 stoi murowany pomnik z tablicą pamiątkową. Był to stacjonarny basior który dokuczał mieszkańcom i siał postrach. Jak w przysłowiu nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka. Tak na małym pagórku został ugodzony kulą barona niemieckiego ostatni osiadły tamtejszy wilk. Oznakowanie tego miejsca jest dobre niemniej jednak musieliśmy sięgać do pomocy Majci i jej komórki. Jak przystało na morsa Kasia poprowadziła nas na kąpielisko wioskowe w Lutolu Mokrym. Wzięła oczywiście termometr który jej zdaniem się popsuł gdyż wskazywał 18 st. Woda lekko zakwitnięta ,18 st. i wg. niej to żadne morsowanie a kąpiel. Ale zanurzenie było i pływanie też. Odwiedziliśmy też Pana Janka który serwował obiad z kaczki. Całkiem dobra ta kaczka wyszła. Odwiedziliśmy także Radzyń nad jeziorem Sławskim gdzie odbywała się właśnie coroczna impreza Las Woda i Blus. A przywitali nas w Radzyniu Natalia i Szymon z Warszawy ,który akurat miał 50 te urodziny. Wspaniała woda jez. Sławskiego zachęciła dziewczyny do kąpieli. Tylko Danusia nie odważyła się wejść do wody. Do Lutola wróciliśmy póżnym wieczorem i trochę posiedzieliśmy przy kominku na powietrzu. Jeszcze tylko w niedzielą pojechaliśmy nad jezioro Szarcz gdzie jest bajecznie czysta woda ,posiedzieliśmy na ganeczku u Janka i trzeba było wracać. Pociąg do Warszawy gdzieś utknął na trasie i przeszło 1,5 godziny słuchaliśmy opowieści Pana Janka ,tak że czas minął bardzo szybko. Ekipa z Nowej Soli pojechała dopiero rano i mogła sobie troszkę odpocząć po tylu różnych wydarzeniach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *